9 kwietnia wzięłyśmy udział w Latającej Akademii Dog Chow w Gliwicach.
Seminarium było dla mnie o tyle ważne, że dowiedziałam się na czym polega podstawowy problem naszej wspólnej egzystencji z Blackie, "uzależnienie" od zabawki mianowicie. Samym seminarium z punktu moich (i mojego psa) umiejętności byłam załamana. Patrząc z perspektywy czasu zachowanie Blackie staje się dla mnie nieco bardziej zrozumiałe chociaż nadal nie jestem w stanie do końca odpowiedzieć co sprawiło, że Blackie w innych, nowych miejscach nie miała problemów z zabawą dyskami, szmatkami, szarpakami, patykami itp. a na seminarium tak. Być może to kwestia złego dnia, być może czegoś innego nie podlega jednak wątpliwości to, że musimy nad tym popracować.
Niezmiernie ciesze się gdy po seminarium czy treningu jestem w stanie wyciągnąć jakieś sensowne wnioski, dowiedzieć się czegoś co naprawdę może mi się przydać dlatego z przyjemnością mogę napisać, że dopiero dzisiaj, kilka dni po seminarium uświadamiam sobie jak wiele zmieniła moje podejście wiedza uzyskana na seminarium, odważę się nawet powiedzieć, że poprzedni post dotyczący "nakręcania" na piłkę jest nieco nieaktualny. Na seminarium została omówiona ważna kwestia - pies musi pracować dla przewodnika, nie dla zabawki - zabawka jest nagrodą. Jeszcze jakiś czas temu z teoretycznego punktu widzenia wydawało mi się to logiczne, w praktyce jednak okazało się, że w naszym przypadku jest odwrotnie, czego do tej pory nie zauważałam tak wyraźnie jak 9 kwietnia. Ta data na zawsze wejdzie do mojej głowy i podejrzewam, że już nigdy stamtąd nie wyjdzie.
Seminarium było dla mnie o tyle ważne, że dowiedziałam się na czym polega podstawowy problem naszej wspólnej egzystencji z Blackie, "uzależnienie" od zabawki mianowicie. Samym seminarium z punktu moich (i mojego psa) umiejętności byłam załamana. Patrząc z perspektywy czasu zachowanie Blackie staje się dla mnie nieco bardziej zrozumiałe chociaż nadal nie jestem w stanie do końca odpowiedzieć co sprawiło, że Blackie w innych, nowych miejscach nie miała problemów z zabawą dyskami, szmatkami, szarpakami, patykami itp. a na seminarium tak. Być może to kwestia złego dnia, być może czegoś innego nie podlega jednak wątpliwości to, że musimy nad tym popracować.
Niezmiernie ciesze się gdy po seminarium czy treningu jestem w stanie wyciągnąć jakieś sensowne wnioski, dowiedzieć się czegoś co naprawdę może mi się przydać dlatego z przyjemnością mogę napisać, że dopiero dzisiaj, kilka dni po seminarium uświadamiam sobie jak wiele zmieniła moje podejście wiedza uzyskana na seminarium, odważę się nawet powiedzieć, że poprzedni post dotyczący "nakręcania" na piłkę jest nieco nieaktualny. Na seminarium została omówiona ważna kwestia - pies musi pracować dla przewodnika, nie dla zabawki - zabawka jest nagrodą. Jeszcze jakiś czas temu z teoretycznego punktu widzenia wydawało mi się to logiczne, w praktyce jednak okazało się, że w naszym przypadku jest odwrotnie, czego do tej pory nie zauważałam tak wyraźnie jak 9 kwietnia. Ta data na zawsze wejdzie do mojej głowy i podejrzewam, że już nigdy stamtąd nie wyjdzie.
Samo seminarium było przyjemnym doświadczeniem, miałam okazję nauczyć się (jako tako) rzucać, "podsłuchać" rad na rozwiązywanie danych problemów dotyczących często również nas, dowiedzieć się wielu ważnych aspektów pracy z psem i po prostu miło spędzić czas w gronie psiarzy :).
Na zakończenie kilka przepięknych zdjęć autorstwa naszego, seminaryjnego fotografa - Ali, dziękujemy! :)
Kwestia ta nurtuje mnie już od dłuższego czasu, czy schylenie się do pozostawionej po sobie butelki jest rzeczywiście procesem tak bolesnym (może nawet śmiertelnym?), czy po prostu jesteśmy tak leniwi, że ta czynność wykracza poza nasze możliwości i nie jesteśmy w stanie tak się poświęcić? Błagam, włączmy myślenie, to nie boli.
Zestaw tortur:
Technologia Blogger.








9 Comments